Compártelo



Costarica, San Jose, My camera has gone, again:(



Oh my good, as Mike Franti singing. My third camera has gone. I need to stick to the compack Lumix. It´s not that bad, maybe I will find a motivation to write more and take less photos. The worse thing is that I have got no idea who when and how. Shit happens. But beers are cheap and there are lots of decent parties around to disfrutar la vida.

I must say that I can´t wait to reach Columbia. All travelers are pleased after Columbian experience. So much to see and do. But first need to complete Costarican trip, move on to Panama, five days sailing boat and bienvenidos Columbia. But who know what will happen.

Its Saturday night with hangover after Halloween party, but in some ways I feel relieved. I don´t need to proove anymore how great pictures can I take. I don´t need to be stressed out about new photoshots themes and quality of shots. I was just about to buy a new lenses but now it´s pointless. Feels a bit like somebody took a stone out of my chest. Now it´s time of truth if I can write something sensible and funny.

I also realised that probably there is no point to write in English since most of comments are left by my Polish friends.

A wiec koniec szalenstw z fotkami, to co zabaczycie bedzie wynikiem pstrykniecia w srebrny przycisk (co za slowo) zielonego Lumixa. Takze jakosc, kolorystyka i ostrosc pewne spadnie. Ale bez paniki Lumix nie jest zly. Pora zabrac sie za pisanie, za spostrzezenia, moze i slowa maja wieksza wartosc niz mi sie wydaje. Prawda jest taka ze potrzebuje nowych wyzwan, muzyka i pisanie chodzi mi po glowie od dawna. Na muze przyjdzie czas zobaczymy jak mi pojdzie nawijka.

Czasem mi sie wydaje ze wszystkie przedmioty, ludzie, zwierzeta, krajobrazy sa ze soba polaczone energia ktorej nie jestesmy w stanie pojac. Za kazdym razem jak pomarude ze nie mam energi na robienie fotek cos sie dzieje, a to kamera sie gubi, a to karta sie kasuje, a to fotki sie przeswietlaja albo obiektyw zapaskudzi deszczem czy pylem wszelakiego pochodzenia.


Najgorsze jest to ze gdybym mial opisac wszystkie smieszne zdarzenia to polowe dnia bym spedzal prze monitorem. Wczoraj spotkalem przesmiesznych polakow z ekipy globalpenetrator.pl. W porzo ziomy, ale nie wiem jakim cudem sie przemieszczaja po srodkowej ameryce nie znajac hiszpanskiego i angielskiego ale podziwiam za odwage i sile przebicia. Polak potrafi:) Moja obecna kolezanka podrozy - posh baby z Londynu skomentowala cala sytuacje jakoby "Polish Elephants miazdza wszystko co sie rusza na drodze". Nie potrafie tego powtorzyc ale trafione zwarzajac ze chlopaki jedrne i zdrowe jak na Polskich chlopakow przystalo. Dzis spotkalem fajna Francuzke pojechana na punckie energi, duchowosci i tych wszystkich przypadlosci ktorych latwo sie nabawic po dluzszym pobycie w indiach. Jak to sie kiedys mowilo buzia jej sie nie zamykala. Gdyby ni moj aparat pewne bym grazyl temat ale tym razem zwyciezyly browary i zapewne bibka ktora nadchodzi wielkimi krokami. Popykalem na gitarce ze starym wlochem ktoremu jechalo z mordki sledziami. Uczlowieczalem sie niczym Tytus w galeri sztuk nowoczesnych pierwszy raz od czasu kiedy opuscilem San Francisco czyli jakies 3 miesie temu. Przechadzalem sie uliczkami San Jose nie mogac sie nadziwic jak piekne sa Costarykanki. To przechodzi moje Polskie pojecie jak te dziewczyny wygladaja, jak one sie ruszaja. Takze moja podroz sie wydluzyla:) Nie ma chyba wiekszej przyjemnosci niz ogladanie pieknych kobiet w ruchu. Taki magiczny momencik kiedy zdrowy czlowieczek zapomina o bozym swiecie. A moze to rodzaj nalogu? Pora na kolejnego bronksa, dzis sobie zasluzylem. Jesli strace kolejny aparat to chyba uscisne dlon zlodzejowi. Jakos mi wszystko latwo przechodzi. Chyba emirycznie rozkumalem o co chodzi w karmie. Namaste (Pijane) :)