Compártelo



Nicaragua, Leon, FAQ - czyli co byście chcieli wiedzieć o Filipie Ziółkowskim po Polszemu

Alrajt. Chciało by się coś napisać po naszemu. Proszem bardzo.

W wic jestem w Nicaragui. To takie państewko między Hondurasem a Kostaryka, w centrum Ameryki Srodkowej. Słynie z wulkanow, milych ludzi, serfingu, kawy, latonoskich dziewcząt, kolonialnej architektury, problemów politycznych, korupcji czyli wszystkiego tego czemo można się spodziewać po tej częsci globu. Oto pora deszczowa a więc leje dzień w dzień, prawie jak w Polszy tyle ze 25 stopni a ludziki nawijaja mieszanką Hiszpańsko- Angielsko-Hebrajsko-Skandynawską. Poza nielicznymi przypadkami Frencezów (jak to mówi tata przekąśnie sugerując francuski nieład) podrożnicy to Europa Zachodnio-Północna, Hameryka wraz z Kanada, Australia wraz z Nową Zelandią, i oczywiście Izraelici, czy Izraelanie:).

Właśnie skoczyłem miła pogawendke na gadu z mamą i na życzenie opisuje co sie tutaj dzieje po naszemu:) czyli po Polszemu. Jest południe 12.06, jestem sobie w kolonialnej miejscowości o nazwie Leon, siedze sobie na pufach w małej kafejce, hostelu przy drodze, szybciutki wireless, kawusia jak ta lala - wiadomo tutaj kawka smakuje, prosto z wulkanicznych plantacji. Wokół przewijają sie młodzi podróżnicy, przechodnie, ogolnie przyjazny klimat. Samochody, sprzedawcy cukierków, studentki, motorynki, backpakersi. To jeden z tych idealnych dni kiedy nie ma nic do robienia. Z powodu ulwenych:) deszczów - tutaj jak leje to nie ma żartow:) wspinaczka na wulkan i powrot na sankach piaskowych zostają przełożona na jutro. Piknie, wreszcie jest czas żeby usiąśc napić się kawi i opisać to i owo. Ile można się włoczyć po kolonialnych uliczkach, starych zaniedbanych kosciołach, uśmiechać się do przechodzących dziewcząt, przybijać piątki z fanami futbolu czy palić głupa w sklepie z niczym do kupienia.

Czasem dostaje maila, odzywają się nieznajomi i znajomi na Gadu, czasem przypadkowi ludzie mnie odnajdują w Googlach. Padają te same pytania, każdy chce wiedzieć jak, kiedy, gdzie, co, "Skąd ten pomysł?" "Też bym tak chciał". Postaram się łamaną Polczyzną cosik wyjaśnić.

FAQ - czyli o co jestem pytany.

::: Jak długo podróżujesz?

od czerwca 2007, czyli około rok i cztery miesie do dziś.

I tu mała dygresyja. Jak policzyłem podróżuje non stop roczek i 4 miesie, z przerwa dwutygodniową na wesela w Polsce w sierpniu 2007. Odliczając wesela nieprzerwanie w drodze rok i 2 miesie, bez żadnych przystanków, pracy za barem, dorabiania w USA, nostalgicznych powrotów do domu, czy zasiedzenia się w hamaku z dżointem na 2 miesiące. W sumie około 35 krajow. Jakoś się tak składa że najdłużej mi sie udało wysiedzieć trzy tydzie w Tailandi na wyspie Ko-Phang-An (bardziej z musu niż konieczności gdyż poniekąd onegdaj nabawiłem się imprezowej kontuzyji, ale o tym poźniej, w sumie kolejny rozdział) i trzy tydzie w Xela w Guatemali gdzie szkoliłem Hiszpański jak sie okazało całkiem słusznie.

Przy okazji wzmianki na temat czasu podróży backpakersi dzielą sie na trzy grupy,

a) ci co podrożują w miarę nieprzerwanie od trzech tygodni do pół roku
b) i ci co "twierdzą" że podróżuja 1-10 lat, tyle że z dlugimi przerwami na prace, wolontariat, powroty do domu.
c) oraz filipontheroad, bo jak na razie nie spotkalem nikogo kto jeżdzi nieprzerwanie dłużej niż kilka miesi, a szkoda

::: Kiedy zamierzasz wrócić?

O powrocie do Polski na razie wogole nie myśle, mam nadzieje że brat się nie ochajta za szybko. Do Londynu mi się nie pali, choć miło by było zobaczyć co się tam pozmieniało. Objektywnie myślę z mój powrot jest możliwy jakoś na przełomie 2009-2010, w zależności jak mi się ułoży konto bankowe i w jakim tempie zobaczę to co planuje.

::: Gdzie się dalej wybierasz?

Powoli się przemieszczam w kierunku Ameryki Południowej. W lutym 2009 planuje balowanie w Brazylii w czasie karnawału w Rio i San Salvador, reszta to spontaniczne decyzje. Nie moge się doczekać Kolumbii, Wenezueli, Brazylii, Argentyny. A poźniej zostaje cała Afryka i pewne bliski wschod i Izrael. Sięm zobaczy. Na razie delektuje się Ameryką Środkową, ktora przerosła moje wyobrażenia w sensie gościnności ludzi, imprez i atrakcji typu outdoor (serfing, wulkany, nurkowanie, snurklowanie, dżungle).

::: Jak dlugo zamierzasz zostać w Nikaragui?

Przychodzi zawsze taki moment kiedy wiem, że czas ruszyć w nowe miejsce, przeważnie po kilku godzinach, dniach czasem tygodniach. Niespokojny duch nie pozwala się zasiedzieć. Jak tylko wyczuje że czegoś mi brakuje, że coś nie styka, pakuje plecak i podpytuje jak się najlepiej i najtaniej przemieścić w kolejne ciekawe miejsce.

::: Nie jesteś zmęczony?

To pytanie pada głownie z ust zmęczonych backpakerów:) Podręczniki do podróżowania ostrzegają: po kilku miesiącach tęsknisz za domem, jesz spagetti, spedzasz całe dnie w hostelu i wśród bakpakerów, dopada cię kryzys, chcesz wracać do domu. Nie wiem z jakiej gliny jestem zbudowany, ale u mnie to działa to w ten sposób że im więcej podróżuje tym mniej jestem zmęczony. Nie mam mowy o zamulaniu tygodniami w hostelu, czy hamaku. Póki co i oby tak dalej zdrówko jest, kaska owszem, chęci jeszcze wieksze to energia rośnie z każdym dniem, także nie ma paniki...

... Przerwa na Monopoly z kolesiami z hostelu. Co za życie:) Pięknie się krecił planszowy biznes ale coś nie miałem szczęścia w kościach i przepykałem z farciarzem ze Szwajcari, wiadomo systemy bankowe, oni wiedzą jak kombinować:) ...

::: Czy masz sponsora? Kto finansuje ci podróżowanie?

Nie mam sponsora. Podróżuje z oszczedności - brzmi jak składka SKO, ale Ci co byli wiedzą że mając dobra prace i głowe na karku łatwo uzbierać funciasze pracując na wyspach. Jedni wydają na samochody, inni na mieszkania, jeszcze inni na wesela a ja jak na razie na podróże.

::: Ile to wszystko kosztuje?

Zależy jak długo podróżujesz, w jakich krajach, gdzie śpisz, co jesz. Ja oszczędzam jedynie na hotelach śpiąc w miarę najtanszych. Poza tym żyje normalnie, czyli dobre jedzonko, kursy, bibki, wyprawy. Sporo kosztuje Europa, Japonia, Korea, Australia i Nowa Zelandia, USA. Buli się także za samoloty, autobusym, busy, pociągi, taxi, kursy (np serfingu, kite'a., nurkowanie), wizy, wejścia do muzeów, czy zabytków. Im wiecej krajów im więcej jazdy tym drożej. I oczywiściie sprzęcik fotograficzny, zwlaszcza w przypadku skrojki (np w Nepalu) czy nieszczęśliwych przypadkow, jak pływanie z aparatem za 1500 dolków na Ko Phi Phi. Przy moim standarcie podróżowania wydaję średnio od 600-2000 dolków na miesiąc. Ale zawsze można taniej. Wystarczy nauczyć się bezwstydnie:) negocjować w nieskończoność od Izraelitów. Można także ograniczyć wydatki na przemieszczanie się, browarki, jedzonko, zabawę, nurkowanie itp. Z reguły mniej się wydaje podróżując we dwójkę. No właśnie, jak to?

::: Nie boisz się podróżować samemu?

Hehe, nie ma wiele rzeczy na tym świecie których się boje. Boje to się nudy, stagnacji, zmarnowanego życia, komunizmu;)

::: Nie jest Ci smutno czy nudno samemu?

Nie należę do samotników, ani introwertyków. Ten kto choć raz podróżował w pojedynke wie że tak naprawdę trzeba się postarać żeby poczuć się samotnie. Wystarczy spać w hostelach wskazanych przez Lonely Planet (jak na razie najlepsze przewodniki) lub wybrać się na zorganizowany trekking, rafting, czy tzw jedniodniowy tour. O towarzystwo naprawde nie ma się co martwić.

::: Jak się czujesz?

Fizycznie super, psychicznie znakomicie przez większość czasu, czesto bardzo dobrze. i nie oszukujmy sie zdarza mi się że sporadycznie czuje się tak sobie, głównie przez zbyt wysokie oczekiwania odnośnie ludzi, miejsc (ale to już moja przypadłość od kiedy pamietam), lub chorobę.

::: Nie teskisz za domem, rodziną, ustabilizowanym życiem?

Staram się nie tesknić, żyć chwilą zgodnie z tym co sobie zaplanowałem. Tesknić to znaczy żyć wspomnieniami, żyć przeszłością, to tak jakby sobie strzelać samobójczą bramkę. Jeśli czegoś mi brakuje to nadmorskiego poczucią humoru z Trójmiasta. Fajnie byłoby przeżyć choć kilka chwil z przyjaciółmi, rodzinką, potekścić po Polsku, pokomentować barwną rzeczywistość, ponabijać się, pokręcić bekę z najlepszymi kumplami. Ale na to wszystko będzie czas. Jeśli naprawdę mam potrzebę Popolszczyć to zawsze jest Gadu, Skype. Poza tym staram się trzymać rekę na pulsie zaglądam do gazeta.pl.

::: No tak ale nie da się tak życ cały czas? (typowe pytanie taty)

Zgadza się ale poco się nad tym zastanawiać. Przecież na wszystko jest czas.

::: Nie chcesz założyć rodziny?

Jasne że chcę ale jeszcze nie taraz. Przyjdzie na to czas. Rok, dwa trzy, może ciut więcej. Do tych spraw nie trzeba się specjalnie przygotowywać, jak przyjdzie właściwy moment lub osoba to się samo wyklaruje. Na razie najlepiej jest tak jak jest. Nie ma co się napinać. Takiej wolności jak teraz jeszcze nigdy nie miałem (finansowo, czasowo, psychicznie, zdrowotnie). Nie za bardzo wierze w znaki zodiaku, ale skonność do wolności podobno to przypadlość wodników. Majowie, ktorzy budowali oszamiałające piramidy w centrum dżungli na długo zanim Mieszko pierwszy dał się pokropić kościelną wodą, potwierdzają wpływ gwiazd na DNA.

::: Nie boisz się o swoje cv, jak to będzie wyglądało, luka w życiorysie?

Tyle już razy zmieniałem zawody, że nabrałem pewności siebie że zawsze sobie jakoś poradze .Podświadomie wiem że wszystko za co się zabiore z pasją zaprocentuje na koncie bankowym. Poza tym widząc miedzynarodowy poziom w webdesignie wierze, że nawet klepiąc projekty na dobrym poziomie z 2006 roku nie muszę się martwić o prace. Nie mówiąc o możliwościach pracy zdalnej.

::: No właśnie nie myślaleś o pracy zdalnej?

Myślałem ale na razie nie ma takiej finansowej potrzeby. Nie wykluczam takiej możliwości, zwłaszcza jeśli postanowią zagościć w jednym z ulubionych miejsc na dłużej.

::: Gdzie Ci się najbardziej podobało?

Hehe, typowe pytanie. Wiekszość krajów jest fascynujących i wyjątkowych w swoim rodzaju. Trudno powiedzieć bo nie mam miejsc idealnych. Pracuje właśnie nad rankingiem miejsc. Nie da się porównać Azji do Europy, Europy do USA, czy Ameryki Srodkowej do Australi, nie mówiąc o Am Południowej czy Afryce której jeszcze nie poznałem. Czasem wydaje mi się że znalazłem swoje ulubione miejsce, a chwilę poźniej odkrywam nowe które całkowicie przyćmiewa poprzednie. Myśle że z perspektywy czasu łatwiej mi będzie ocenić, gdzie tak naprawdę jest najlepiej, lepiej lub gorzej.

::: Skąd pomysł na podróżowanie w ten sposób?

Otóz rozległy temat. W krajach typu UK, Skandynawia, Australia pomysł to stary jak świat, a wręcz obowiązek, każdego swieżo upieczonego absolwenta zanim wkroczy w dorosłe życie. Jako że urodziłem się i wychowałem w Polszy musiałem się jakoś zainspirować z "zachodu". A było tych inspiracji sporo, choć najwiekszy przełom nastąpił pewnego popołudnia w porze lanczu w Londynie. Tak się złożyło że podróżować to lubiłem od kiedy pamiętam. Tyle ze zawsze z dziewczyną jedną, druga, kolejną, paczką studentów czy rodziną. Nigdy samemu i nigdy na dłużej niż miesiąc, czyli Polski standart. A że nie zawsze ma się ten komfort posiadania partnera do podróży więc powstał problem.

Na początku załamka, z jednej strony masa urlopu, kaska na koncie, miesc do zobaczenia masa, ale nikt nie ma czasu, kaski i chęci żeby sie wybrać tu i tam? A to kredyt, a to żona, chłopak, a to cały urlop wykorzystałem na malowanie mieszkania w Rzeszowie, a to szef mnie nie puści, lub wybieram się na tydzien nurkowania w Egipcie. Szukając odpowiedzi wybrałem się na lancz z koleżankami z pracy Angielką i moja ulubioną Australijką. Zaraz potem zostałem zapewniony że nie ma lepszego sposobu na podróżowanie niż samemu. Tego samemu dnia zabookowalem weekendowe loty do Amsterdamu i Rzymu. Zawsze chciałem pojechać w te miejsca ale jakoś nie było chętnych. I jak się rozsmakowałęm w weekendowych wyprawach, przyszla pora na solo 2-tygodniowy backpaking na Kubie. Kolejny miesięczny grupowy backpaking po Australii i NZ uświadomił mi że nie ma jak traveling solo. Wtedy dojrzałem do prawdziwej wyprawy rocznej która się przeciąga w nieszkończoność. Wystarczylo poczekać aż moja firemka się odsprzeda gigantowi, odebrać "odszkodowanie" za straty moralne płynące z utraty pracy. hehe Piękny ten system w UK. Zrezygnować z kolejnych intratnych ofert pracy i ruszyć w trasę. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez podróżowania. Chodzenie po bagnach wciąga.

... lecą Depesze:) ależ ten Filip się zmienił:) ... Od kiedy to przerzuciłeś się z monitorów na sandały;) a rurki Maviny na szorty:)

::: Co zabierasz w podróż?

Poświęcę na to osobny rozdział, bo choć to banalne stwierdznie bardzo łatwo się "przepakować" zaczynając od kiepskiego lub zbyt dużego plecaka po przez nieznajomość nieograniczonych możliwości zakupów nawet w najbiedniejszym kraju.

::: Angielski?

Podstawa...bez angielskiego możliwości komunikacji są naprawdę ograniczone podróżując w pojedynkę.

::: Hiszpański?

Przy odrobinie talentu, odpowiedniego podejścia wystarczy kilka tygodni w dobrej taniej szkole w Guatemali i można swobodnie gadać o polityce, filozofii, podróżach, oczywiście wspomagając się lokalnym Aguardiente;)

::: Chiński?

W Azji wystarczy Angielski. Choć nie powiem kilka słow w obcym języku otwiera wiele pozornie zamkniętych drzwi.

::: Polski?

Przydaje się na gadu, w bazylice w Watykanie i Hyde Parku w Londynie;) Poza tym nie oświadczysz, a jeśli to zakrapiany Chicagowskim akcientem.

::: Jak załatwiasz wizy?

Mamy to szczęście że po wejściu do Uni większość krajów na szczęście traktuje nas na rowni z bogatszymi sąsiadami z zachodniej granicy. Wize do USA i Chin załatwiłem w UK, do Indii w Vietnamie, do Vietnamu w Kambodzy, do Rosji w Polsce, reszte dostaje się na lotnisku z małymi komplikacjami przy wjeżdzie do np Tailandii.

::: Czy probowałeś sprzedawać fotografie?

Nie probowałem ale zrobiłem research i stwierdziłem że bardziej mi się opłaca odwalić stronkę czy banerek niż naprawde narobić sie przy wątpliwej satysfakcji sprzedając fotki. Wolę pstrykać fotki dla zabawy niż budzić się o świcie martwiąc się o techniczny stan moich obiektywów. Nie spotkałem jeszcze uśmiechnietego fotografa przy pracy, jeśli już to tylko na filmach. Wyjatkiem sa chyba misie pracujący dla Playboya. Ale nigdy nie mów nigdy...

... Ah ten deszcz jak tu się przyjemnie siedzi słuchając starych Depeszów ... Fajnie się zasiedziałem...

::: Spotkałeś jakiś ciekawych ludzi?

Cała masę ludzi, ale nie łudźcie się że spotkam Madonne, księcia Luxemburgu czy prezydenta Mexyku. Oni nie sypiają w Hostelach i nie jeżdzą Chicen Busami. Imponują mi młodzi ludzi bez kompleksów, 20-stolatkowie pełni zapału do podróży, volontariatu, nauki języków oraz nieco starsi po 30-stce goście ktorzy podróżują mając zabezpiecznie finansowe w domu, brak obciążeń i zobowiązań. No cóż nie każdy się rodzi w UK czy Australii:) Bo my Polacy to musimy wszystko wyszarpać;), nawet zwycieństwo z San Marino:) Ale nie martwcie się (mama i tata) i nie cieszcie się (są jeszcze tacy?, dawno już nie miałem złośliwych komentarzy) mam kilka pomysłow na to jak się nie napracować i "ustawić" na przyszłość. Plany są, przyjdzie i czas na realizację.

Poza tym spotyka się całą masę rożnorakich osobowości, przeważnie im starsi tym ciekawsi. Zarówno lokalsi jak i bakpakersi. No i ta Azja, jednak wielka inspiracja ale to już osobna bajka. Po pewnym czasie łatwo się przyzwyczaić i "take it for granted" otaczając się podróżnikami, z reguły ludźmi otwartymi na świat i przygody.

::: Co teraz robisz?

Klepie w klawiaturke, upajam się dzwiekiem deszczu, muzyki, jezyków świata, stukotu szklanek, przejezdzających samochodow i jak zwykle powoli przygotowuje się na jeden z setek niezapomnianych piątkowych wieczorów w rytm latynoskich dzwięków. Przygotowanie polega na ubraniu się, tzn zmianie sandałow, tshirta i szortow na obuwie "Sofix" dzinsy "Maviny" i koszule na galowo. haha, żarty żartami ale sandały, tshirt i shorts na latino night odpadają, ) i wrzuceniu browarka lub rumiku, żarciku i miłej pogawendce z ludzikami.

O rajt chyba pora konczyć. To by były głowne pytania na które mam nadzieje udzieliłem jako takiej odpowiedzi. Jak sobie coś przypomnę to wrzuce na blogerio. Dajcie cyne czy jest jeszcze coś co byście chcieli o mnie wiedzieć.