Compártelo



Vietnam, Hanoi, Krotkie azjatyckie pseudomyslenia

It's my last days in SE Asia and I'd like to share with you what I've seen but I can't. By publishing pictures I can only express small part of what I've seen, experienced and learned. Sorry guys but today I feel like writing in Polish, I'm really missing my mother toungue language. I'll be back in English pretty soon, as soon as I land again in a warm country. Love and peace:)


Moje ostatnie dni w Poludniowo-Wschodniej Azji i w sumie nie wiem co powiedziec. Kiedy ide ulicami Hanoi mysli same sie ukladaja w historie, kiedy wracam do hotelu czar pryska i nie jestem w stanie wyksztusic z siebie zadnego sensownego zdania. Podrozujac wlasciwie nie potrzeba zadnej inspiracji bo ona jest wszedzie, w ludziach, w miejscach, w ulicznych barach, na przystankach autobusowych. Najgorzej jest znalezc checi by przysiasc i opisac to wszystko tak zeby nie stracic zadnej cennej minuty ktora w sumie i tak przeminie. Chcialoby sie miec kogos kto bedzie grzecznie spisywal, krecil filmiki, nagrywal mp3ki, pomagal robic wywiady dokladnie tak jak ja sobie to wyobrazam i przezywam w tym samym momencie. Kazdy dzien niesie niesamowita dawke bodzcow, emocji, wrazen, mam wrazenie ze juz sie do tego przyzwyczailem i ciezko mi sobie w tej chwili wyobrazic zeby bylo inaczej. Wystarczy ze przypadkiem zerkne w archiwum, otworze nie ten katalog na lapie i dopiero zdaje sobie sprawe ze to w sumie bylo niedawno, a czuje sie jakbym przezywal zupelnie inne zycie. Jakbym w wieku 31 lat zaczynal wiek zerowy. Chcialoby sie powiedziec bo na tym polega podrozowanie ale nie do konca.

Chcac nie chcac podrozujac samemu ciagle spotykam nowych ludzi z plecakami, - czyli plecakowiczow:) jak to ktos bekowo i bezmyslnie przetlumaczyl z englisza. W drodze jak w zyciu, ludzie dziala sie na tych ktorzy mysla podobnie do Ciebie, z ktorymi od razu lapiesz fajna jazde i na tych z zupelnie innej bajki, a raczej ze smutnej bajki. Nie moge narzekac bo mialem szczescie poznac wspanialych, ciekawych i inspirujacych ludzi ale niestety jest ich wyraznie znaczna mniejszosc. Dla sporej grupy "Lonely Planet podroznikow" ktorych spotkalem szczytem marzen jest spotkac innych placakowiczow:) przewaznie z anglojezycznegoi kraju najlepiej w backpakerskim barze wymienionym w LP, popijajac wymyslnego drinka i zajadajac cos z w menu nazywa sie pizza lub HaMburger. Po czym pokiwac niesmialo glowa w rytm nudnych jak M jak Milosc brytyjskich kawalkow pseudo rockowo-buntowniczych. Punktem programu jest ogladanie filmow w wspolnym gronie, z surowa powazna mina nawet jesli na ekranie leci Monthy Python lub glupkowata ale przesmieszna komedia w stylu Old School.

Czasem patrzac na to z zewnatrz mam wrazenie ze jestem ciagle w tym samym miejscu niezaleznie czy jest to Bali, Tailandia, Portugalia, Estonia, Australia czy Japonia, tylko krajobraz na zawnatrz hostelu sie zmienia, dla wiekszosci prawdopodobnie ciezko wyczuwalna zmiana:) Moglbym tak pisac w kolko ale swiata nie zmienie. Mowi sie ze podroze ksztalca, ale chyba nie zawsze. Zeby sie poinspirowac trzeba sie troszke postarac. Dla mnie oczywistym jest ze wcinam lokalne zarcie nawet jesli jest paskudne tak jak w wiekszosci krajow Europy Wschodniej, to ze spijam lokalne trunki nawet jesli wykszywiaja mordke w 180 stopni jak w przypadku ryzowego wina, to ze zawsze staram sie nawiazac kontakt z lokalsami nawet jesli jest to prawie niemozliwe jak w Singapurze gdzie wszyscy chodza i wygladaja jak roboty. Lubie posmuc sie bocznymi wcale nie tak niebezpiecznymi uliczkami, poprzekomarzac sie z ulicznymi sprzedawcami, poznac lokalna popkulture nawet jesli jest na maxa kiczowata i dzieki temu wyjatkowa jak wlasnie w SE (South East - Poludniowo Wschodnia) Azji i w koncu poznac czesto odmienne myslenie ludzi ktorych mamy wyjatkowa okazje poznac wlasnie tutaj - w drodze. {Yeah, Mam to. W tym momencie wiem dlaczego pisze ten tekst po Polsku, po prostu wiem ze mnie zrozumiesz bez koniecznosci tlumaczenia oczywistych spraw. I na tym zakoncze swoj wywod o plecakowiczach bo szkoda mojej dobrej enerii:) a moglbym tak w kolko tylko poco. Dla mnie zycie jest piekne i niech tak zostanie.

Nigdy nie sadzilem ze pstrykanie fotek to takie fajne zajecie, oczywiscie nie rowna sie z brzdekaniem na wioselku i darciem ryja z grupce fajnych ludzikow ale i tak ciesze sie ze odkrylem kolejny powod dla ktorego ciagnie mnie w nowe miejsca. Zdjecia nawet te najlepsze oddaja tylko czesc atmosfery, ale i tak lepsze to niz nic. Chcialbym sie podzielic z wami tym wszystkim co widzialem i przezylem ale nie da sie, nie ma fizyczniej mozliwosci, czas pedzi, jedna przygoda goni kolejna i ciezko sie skupic, by nie nudzic a zarazem oddac klimat Azji. Kazde z miejsc ktore odwiedzilem jest na swoj sposob niepowtarzalne i nie do podrobienia. Wystarczy wspomniec komunistycznych Chinczykow w polaczeniu z ich przebogata historia, wewnetrzny spokoj Koreancow, oryginalny styl Japoncow, podkrecony rytm miasta Hongkong, przedziwne domowe bizesy w Macau, luz i beztroske na Filipinach, magie i piekno Indonezji, Singapurskie zarcie ostre jak 10 tureckich kebabow, kolory Malezyjskiej mieszaniny human sapience , Tajskie szalenstwo, Laoski pozytyw, dzicz i galimatjas Kambodzy, fajne poczucie humoru i pewnosc siebie Wietnamcow. Brzmi pieknie? Sa tez ciemne strony ksiezyca:) Dziwne ale nie rozpamietuje ze na Filipinach zniknal mi tajemniczo Ipod Shuffle, W Indonezji rozplynela sie kamerka wideo Canona, w Tailandi utopilem caly zestaw Nikona, a w Wietnamie przeteleportowal sie moj dvd player i telefon pelen numerow z calego swiata. Niegrozne mi juz przeziebienia, kontuzje, naciagacze, rozwolnienia. Dzieki Azji poznalem nowe zakurzone zakamarki wlasnego umyslu, poznalem totalnie odmienna kulture, kulture ktora przesiaknela mna od stop do glow, mam nadzieje ze pozytywnie i na zawsze.

Jedno jest pewne nie jestem juz tym samym ludzikiem co kiedys i czuje ze zmienilem sie na lepsze. Mam wrazenie ze stalem sie bardziej tolerancyjny, wyluzowany (ci co mnie znaja juz sie boja;)), otwarty na nowe poglady, pogodzony z zyciem i chyba odporny na rozne przeciwnosci losu. Nauczylem sie ze nie mamy zadnej misji do spelniania po prostu musimy sie nauczyc byc szczesliwi i usmiechnieci niezaleznie od sytuacji ktore nas spotykaja, cieszyc sie kazdym dniem, nie stresowac sie pierdolami, zyc tak jak najlepiej sie w danej chwili da. Przede wszystkim zyc teraz a nie jutro czy wczoraj. Robic swoje i nie wkrecac sobie filmow, nie zasmiecac sobie dynki niepotrzebnymi wymyslonymi problemami. Jednym to przychodzi naturalnie (zazdroszcze) inni musza sie teog nauczyc, ja sie chyba zaliczam do tej drugiej kategorii. Podobno komorki ludzkie calkowiecie odnawiaja sie po jakims czasie i nie zaleznie od tego co nam wmowiono wprzeszlosci mozemy sie stac takimi jakimi chcemy. I tym optymistycznym akcentem zegnam sie z SE (South East) Azja i z niecierpliwoscia czekam na lot w kolejne magiczne miejsce. Namaste!